niedziela, 9 kwietnia 2017

Rytuał

Od pewnego czasu wręcz tradycją się stało, że wracając z wypadu w teren wchodzę do ogródka od tyłu i je spotykam. Najpierw kontroluję czy są, a potem przekradam się pod żywopłotem i czasem pozwalają zrobić sobie kilka zdjęć, bo w tym roku, gdzieś w zakamarkach dachówek dachu mojego domu, zadomowiła się para pliszek siwych.


Zawsze rano jest pewien "obrządek". Najpierw zaczyna szarzeć i wszystko zaczyna śpiewać. Potem jest chwilowa przerwa na śniadanie i chór nieznacznie przycicha. Wtedy na trawniku pojawiają się właśnie pliszki. Trzęsiogonki, bo taka jest ich staropolska nazwa, najpierw oznajmiają swoje przybycie dość charakterystycznym, krótkim ćwierkaniem, a dopiero potem się pojawiają. Pojedynczo lub we dwie biegają, penetrując całą zieloną przestrzeń, przystając tylko na chwilę.


Nieustannie rytmicznie podrygują ogonkami, stąd ta nazwa. Niektórzy mówią, że ten rytuał pomaga wypłaszać owady, inni, że pomaga ptakowi zachować równowagę. Może i jedno, i drugie, na pewno jednak dodaje tej drobnej ptaszynie charakteru, który najlepiej okazuje zaciekle broniąc swojego terytorium, przed sąsiednimi pliszkami.